Czy praca w domu daje nam więcej wolnego czasu?

Od 13 marca, czyli od początku szaleństwa koronawirusowego jesteśmy bombardowani informacjami w stylu: „#zostańwdomu i zrób coś, na co nigdy nie miałaś czasu„. Z początku myślałam, że jest to dobry pomysł, ale po półtora miesiąca pracy w domu wiem, że taki przekaz jest „wpędzaniem osób w jeszcze większe poczucie winy”. Żeby nie powiedzieć, że to zwykły bullshit…

Co myślisz o pracy w domu?

W języku polskim bardzo rzadko używa się sformułowania „praca w domu”. Dużo częściej rozmówcy używają stwierdzenia „siedzę w domu”. Od tego stwierdzenia jest już bardzo blisko do: „jeżeli siedzisz w domu to może…”. I tu należy sobie wstawić nazwy wszystkich czynności domowych, które kobieta lub mężczyzna powinni wykonywać na rzecz domu i rodziny. Warto pamiętać, że tych czynności jest zawsze więcej, niż możemy wykonać w danym momencie pracując 40 godzin w tygodniu.

Temat z „siedzę w domu” versus „pracuję w domu” od jakiegoś czasu jest regularnie podejmowany przez środowiska kobiece i feministyczne. Jednak, w czasach sprzed „koronawirusa” był marginalizowany przez większą część społeczeństwa, które często pytało: „ale o co wam chodzi? Przecież to oznacza dokładnie to samo”.

No więc, drodzy czytelnicy, to nie oznacza dokładnie tego samego. „Praca w domu” to czynność, aktywna. Takie sformułowanie oznacza, że jesteśmy zajęci i, że nie mamy czasu na inne rzeczy, bo robimy coś ważnego i pożytecznego. Z kolei „siedzę w domu” to bierne podejście do życia – nicnierobienie. Siedzieć można na kanapie, przed telewizorem i komputerem. Siedzenie z zasady jest bezproduktywne i bezcelowe.

Następnym razem, gdy będziesz rozmawiać o „pracy w domu” zwróć uwagę, jak to nazywasz, bo to pokazuje, jak myślisz o tej czynności.

Estetyka miejsca pracy

Kolejnym problemem który podczas pracy w domu ma duże znaczenie jest to, że pracując w domu codziennie oglądamy „efekt naszych zaniechań w stosunku do czynności domowych”. Oznacza to to, że wychodząc do biura nie musimy oglądać nieumytych naczyń i niepoodkurzanych podłóg. W biurze przeważnie jest czysto i estetycznie i w cudowny sposób dzieje się to samo, bez naszej ingerencji.

Praca w domu zmusza nas do codziennego oglądania naszego bałaganu i wyboru jednej z 3 dróg:

  1. Mam poczucie winy z tego powodu, ale nic z tym nie robię;
  2. Mam poczucie winy, dlatego poświęcam więcej czasu na sprzątanie;
  3. Nie przeszkadza mi to, ale do końca nie jestem pewien, czy ta sytuacja nie wzbudza we mnie nieuświadomionych emocji.

Również nasi współmieszkańcy mogą wybrać jedną z wyżej wymienionych dróg. Jeżeli wybór jest jednomyślny, to wspaniale. Jednak najczęściej on taki nie jest i często zaczynają się trudne rozmowy o pracy w domu, które dodatkowo potęgują poczucie frustracji i zdenerwowania.

Te rozmowy i dodatkowe sprzątanie zabierają nam czas, który wcześniej mogliśmy przeznaczyć na inne, dużo przyjemniejsze czynności.

Wzrost oczekiwań domowników

Praca w domu wywróciła nasze życie do góry nogami. Również w kwestii odżywiania się i innych rzeczy, które do tej pory były wykonywane poza domem. Pracując i dojeżdżając do pracy często jedliśmy w drodze lub na mieście. Na śniadanie szybka drożdżówka, a na obiad kebab lub lunch w restauracji. Dzieci jadły obiady w szkole lub przedszkolu. Obecnie domownicy domagają się codziennych regularnych posiłków. Najlepiej gdyby były świeże i każdego dnia inne.

Jeżeli nie lubicie lub nie możecie spełnić podwyższonych oczekiwań Waszej rodziny możecie:

  1. Porozmawiać o tym z nimi i ustalić satysfakcjonujący podział obowiązków;
  2. Podporządkować się i znów poświęcać więcej swojego czasu na rzeczy nie związane z pracą;
  3. Nie robić z tym nic i mieć poczucie winy, które skutecznie uniemożliwia podejmowanie nowych zawodowych wyzwań.

Gotowanie jest jedną z takich dodatkowych czynności, ale z pewnością w swoim życiu zauważasz jeszcze inne rzeczy. Mogą to być dodatkowe spacery z psem, zabawa, remont… Lista jest długa. Jednym z takich oczekiwań może być wewnętrzna własna potrzeba pomocy innym w walce z koronawirusem – np. wolontariat na rzecz seniorów czy szycie maseczek.

Najważniejsze jest to, aby świadomie podjąć decyzję o strategii radzenia sobie w tej sytuacji i nie dać się zwariować.

Praca w domu to walka z nową technologią

Praca w domu zmusza nas do tego, aby poświęcić swój czas na dodatkową edukację technologiczną. Nagle okazuje się, że coś, co do tej pory było proste (np. dyskusja z kolegą o budżecie projektu), wymaga od nas dodatkowej wiedzy.

Aby spotkać się z zespołem musimy znaleźć właściwe narzędzie. Mi to zabrało 2 tygodnie, podczas których przeklikiwałam się przez różne opcje szukając najlepszej jakości w stosunku do ceny. Następnie musimy się wszyscy nauczyć obsługiwać te e-narzędzia, co w cale nie jest takie proste. Nawet znalezienie właściwego tutorialu jest czasochłonne. Pisałam już o tym, jak walczyłam z Youtube i narzędziami do prowadzenia szkoleń i webinariów online. Do tej pory, gdy sobie o tym pomyślę, cierpnie mi skóra.

Musimy zaakceptować to, że nowe technologie zawodzą i są kosztowne. Np. kamerki internetowe podrożały dwukrotnie, a rodzimy clickmeeting często się zawiesza. Część niezawodnych narzędzi jest płatna, na co w budżetach organizacji pozarządowych z pewnością nie ma dodatkowych środków.

Moim zdaniem jednym z lepszych narzędzi do pracy zdalnej w organizacjach pozarządowych jest G Suite, który organizacje pozarządowe mogą mieć za darmo w programie Google for non-profit.

Korzystanie z dobrych e-narzędzi nie zmieni jednak faktu, że będziecie mieć do wykonania dużo czasochłonnych dodatkowych czynności. Mi doszły zadania z obróbką filmów, uczestnictwem w dodatkowych spotkaniach online, i inne ciekawe rzeczy, które po prosu muszę zaakceptować, aby nie zwariować.

I Wam też tego z całego serca życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.