Wycieczka mego życia: szlak rowerowy wokół Tatr

Zgodnie z „ludowym przysłowiem” nie można sobie kupić szczęścia, ale można kupić rower. Choć w sumie nie wystarczy go kupić, chyba trzeba jeszcze na nim czasami jeździć… W 2019 r. po raz pierwszy w życiu zapakowałam swoje życie w sakwy i pojechaliśmy w świat! Wy możecie wyruszyć na szlak rowerowy wokół Tatr z młodzieżą lub dorosłymi odbiorcami Waszych działań.

Planowanie trasy

Z bólem serca muszę się przyznać, że trasę zaplanowaliśmy słabo lub bardzo słabo. Dzień wcześniej zastanawialiśmy się jeszcze czy chcemy jechać, a dopiero 22.00 dnia poprzedzającego wyjazd dotarliśmy do garażu, aby wyciągnąć stary rower trekingowy. Sakw szukaliśmy o 23.00, o 24.00 zaczęliśmy pakowanie, a o 1.00 doszliśmy do wniosku, że nie zdążymy na pociąg o 6.30 z Katowic…

Nie było jednak aż tak źle. W weekend poprzedzający wyjazd zaczęliśmy gromadzić informacje o trasie i szukać map, które można zaczytać do naszej androidowej mapy.

Informacje o trasie

Same informacje o trasie są trudnodostępne. Szlak rowerowy wokół Tatr jest ciągle budowany. Jest on efektem międzynarodowego projektu transgranicznego realizowanego od 2014 r. na terenie województwa małopolskiego i słowackiej części tatr. Głowne informacje o projekcie pojawiają się na stronie Szlaku, która jest praktycznie typową stroną projektową – dostosowaną do potrzeb promocji działań projektowych oraz promocji samego Szlaku. Informacje praktyczne są dostosowane dla turystów któtkodystansowych, mapy są podane w formatach niemożliwych do wpięcia do nawigacji. To taka typowa strona www tworzona przez osoby będące świetnymi managerami projektów, ale słabymi rowerzystami. 

Przygotowując się do wyjazdu z trudem znaleźliśmy kompetentną stronę dla rowerzystów długodystanowych, na której wyśmienicie opisano Szlak. Na tej stronie znaleźliśmy link do mapy googlowej, na której zaznaczono wszystkie trasy rowerowe wokół Nowego Targu i wokół Tatr.

Mapę pobraliśmy w pliku KML, który próbowaliśmy umieścić w endomondo. Niestety, po krótkiej aczkolwiek burzliwej walce z tym programem, poddaliśmy się i dla odmiany skorzystaliśmy z aplikacji Locus Free, którą gorąco polecamy 🙂 Nawet mi udało się zaimportować mapę do Locusa, a mąż sprytnie pobrał zaznaczony kawałek mapy tak, że mogliśmy korzystać z niej offline. Po prostu super.

Wyjeżdżając korzystaliśmy jeszcze ze starej mapy offlinowej Słowacji, na której zaznaczono baseny termalne i większość lokalnych dróg. Mapa będąca już dinozaurem w e-świecie, świetnie się przydała, gdy musieliśmy zmienić trasę ze względu na pogodę i śmierć mojego kolana.

Jak się spakować?

To zawsze jest niezłe pytanie. Jak już wspomniałam wcześniej, to była moja pierwsza wyprawa z sakwami. Bałam się, że się nie zapakuję i, że nie będę mogła wziąć aparatu, ale bezproblemowo upchałam wszystko do mojej torby TOPPEAK (polecam bezinteresownie). Wszystko oznacza: ciuch na każdą pogodę i na 5 dni jazdy, buty, trochę jedzenia i aparat fotograficzny. Aparat był schowany w torbie na bagażniku, gdzie leżał sobie na kurtce przeciwdeszczowej zawinięty w chustkę. Być może nie jest to najlepszy sposób na wożenie sprzętu, ale jest dużo lepszy niż obciążanie kierownicy. Dzięki temu widząc coś ciekawego trzeba podjąć decyzję, czy widok jest wart dodatkowego postoju

Szlak rowerowy wokół Tatr

Pedałowanie rozpoczęliśmy w Żywcu, po półtoragodzinnej podróży Kolejami Śląskimi z Katowic. Bilet na pociąg kupiliśmy online (!!!) na stronie KS zaznaczając chęć przewiezienia roweru za całe 5 zł 🙂. Z Żywca do granicy w Korbielowie jechaliśmy drogą, na której kierowcy kulturalnie nas omijali. Droga pnie się pod górę z ok. 350 m npm do ok. 750 m npm. Później, już w dół dojechaliśmy do Namestowa. Niestety trasa ciągle prowadziła drogą krajową, po której poruszało się bardzo dużo samochodów, tirów i wszelkich innych pojazdów. Dopiero odcinek

Namestovo – Tverdosyn był bardzo fajny. Droga jest przyjemnie płaska, ocieniona i długo biegnie brzegiem jeziora, a potem odchodzącego od tego jeziora wąwozu. Straszna szkoda, że wokół tego jeziora nie ma poprowadzonej ścieżki rowerowej. Okolica jest bajeczna. Żałowaliśmy, że nie zdecydowaliśmy się na nocleg w jednym z ośrodków nad jeziorem i nie skorzystali z dobrodziejstw złotej godziny. Ten odcinek będzie mi się też już zawsze kojarzył ze śmiercią mojego kolana. Potworny ból spowodowany złym ustawieniem siodełka i zbyt dużym rozmiarem ramy, zmuszał nas do częściowego przejścia trasy na piechotę. Nocleg znaleźliśmy w Pension Oravsky Zrub w Niżne. Gospodarz był bardzo uprzejmy, a pokoje wygodne. Jedynym mankamentem tego miejsca jest położenie przy drodze przelotowej i dość duży szum wynikający z tego faktu. Dużym plusem miejscówki jest wyśmienita kuchnia w kulturalnych cenach i najlepszy kapuśniak świata

Szlak nie jest dla każdego

Ból kolana i burzowa pogoda przyczyniły się do podjęcia bohaterskiej decyzji o zmianie trasy. Dzięki temu konsekwentnie pnąc się pod górę dotarliśmy do Oravic (przez Orawski Biały Potok i Habówkę). Wybrana trasa była dość krótka (26 km), ale biegła wzdłuż Tatrzańskiego Parku Narodowego. Szlak rowerowy pozwalał na podziwianie gór, tradycyjnej słowackiej góralskiej zabudowy i dzikich ptaków latających nad naszymi głowami

Oravice to niezła miejscowość – znajduje się w niej kilka miejsc noclegowych, bud z jedzeniem, wyciąg narciarski oraz 2 baseny termalne. Jeden z basenów ma „bąbelki i zjeżdżalnie”, które sprawiają, że jego cena jest czterokrotnie wyższa niż cena starszego obiektu nie posiadającego takich udogodnień. W miejscowości rozpoczynają się liczne szlaki piesze prowadzące na tatrzańskie szczyty. W Oravicach bez problemu znaleźliśmy nocleg w domkach na polu namiotowym, które miały cenę z XXI wieku, a udogodnienia z XIX. Obecnie domki przechodzą renowację i z pewnością za jakiś czas będą miały standard europejski. Powinno to wpłynąć niekorzystnie na ich cenę (te nowe kosztowały 40 euro za noc). Gdy nie pada, a zależy nam na cięciu kosztów, to można spać w namiocie za 2,5 euro za osobę.  

Ostatni odcinek naszej trasy prowadził z Oravic – Nowego Targu przez Witanową. Do Witanowej ścigaliśmy się w dół z deszczem i samochodami, ale już od tego miejsca mogliśmy doświadczyć najlepszej autostrady świata dla rowerów. Towarzyszyły nam również najcudowniejsze widoki parujących polskich Tatr z oddali. Ten odcinek liczył ok. 50 km i był jednym z lepszych na trasie. 

Szkoda, że nie udało się nam zrobić całej pętli liczącej 250 km. Obiecaliśmy sobie, że wrócimy tam po regeneracji mojego kolana i dopasowaniu roweru.

Naprawdę warto. 

Poznaj moje inne pomysły na wycieczki dla początkujących i zaawansowanych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.